Nie pij kawy, biegaj …

Być może wyda się to dziwne, ale to co by nie mówić od kilku dni znów biegam. Moje biegówki (nie narty) wróciły do łask. Kontuzja przestaje dawać znać o sobie, pogoda póki co bardzo sprzyja takim truchtowym spacerkom, ładne rejony dookoła. Szkoda pyzieć, trzeba biegać.

Kilkaset metrów wśród bloków mieszkalnych, potem żwirowa aleja i domki jednorodzinne. Jeszcze chwila i zaczyna piękna zielona łąka, porośnięta tu i ówdzie zielonymi, młodymi dębami. Wysoka trawa, duża przestrzeń, świeże powietrze i cisza. Czasem jakaś sarna wybiegnie spod nóg. Dalej wałem, koło starorzecza i pośród dojrzałych dębów. Dębów, które o pewnych porach roku stoją, majestatycznie, czekając aż ich korzenie znów wynurzą się spod wody. Cierpliwie, od lat, przeżywają to samo.

Biegać w takich miejscach to przyjemność. Kilka przyczyn tej przyjemności naliczyć można. Po pierwsze, świeże powietrze, naoddychać się można. Widoki też potrafią zauroczyć. Czyż nie przyjemnie jest gonić zachodzące Słońce. Najważniejsza chyba przyjemność z biegania to energia i świeży umysł. Kawy pić nie trzeba. Pięć kilometrów to jak trzy kawy, tylko dużo lepsze, bo kupować nie trzeba.

Zachód Słońca nad rzeką

Zachód Słońca nad rzeką

Comments

  1. Pablo mówi:

    Następnym razem jak będziemy nad czymś siedzieć – zamiast kawy – co godzinę mała przebieżka.
    Pozdrawiam.

Submit a Comment