Ogólne

Odra nocą we Wrocławiu

W noc 21 maja 2010 roku wyjechałem rowerem do centrum Wrocławia aby zrobić parę fotek ze statywu i przy okazji wypróbować go w terenie. Tak jak przewidywałem informacje o stanie Odry nie były dramatyczne, rzeka utrzymywała się w wałach i na całe szczęście Wrocław nie ucierpiał z powodu fali powodziowej. W sumie lepsze warunki do zdjęć były by każdej innej nocy kiedy na mostach nie zbierałoby się mnóstwo gapiów. Parę fotografii wykonałem i przedstawiam je poniżej.
Przy okazji nocny wypad z przyjaciółmi rowerami do miasta to świetna zabawa. Na ulicach jest w miarę pusto, jest bezpiecznie i można swobodnie pędzić jezdnią nie oglądając się za siebie.

Czajnik z gorącą wodą…

Od dawien dawna prześladuje mnie pewne odczucie.

Otóż, gdy nalewam wody do czajnika i stawiam go na zapalony palnik w kuchence wydaje mi się on być lżejszy niż dokładnie ten sam czajnik, z tą samą ilością wody (pomijając niewielkie parowanie) po zgotowaniu. To zapewne tylko moje złudzenie, ale takie mam odczucie.

Czy ktoś wie czym to może być spowodowane? Mam na myśli moje odczucie, nie faktyczny stan rzeczy, bo czajnik z wodą po zagotowaniu jest zapewne odrobinę lżejszy.

Placki z kaszą gryczaną.

Kasza gryczana jest jest jednym z tych płodów Ziemi, który zawsze i wszędzie może być przeze mnie konsumowany. Jest smaczna, pożywna i tania. Gotuję ją, a następnie zjadam. Czasem kaszy trochę zostaje. Nie da rady zjeść całej, bo można by się w kaszę zamienić. ;)

Co zrobić z pozostałością? Wszystko zależy od pomysłowości. Można przyrządzić surówkę i zjeść sobie pyszne dania, albo…

No właśnie można wykonać mały, ciekawy eksperyment i wyczarować nową, pyszną potrawę. Potrawę, która wypełni kubki smakowe szerokim, ekscytującym smakiem. Jednym z takich pomysłów jest urozmaicenie placków, takich zwykłych placków. Przygotowuję ciasto jak na zwykłe placki po czym dodaję doń to co akurat jest pod ręką i co będzie się dobrze w całości komponować. Dodatkami tymi mogą być: ser biały, ser żółty, odrobina papryki – sproszkowanej i pikantnej oraz kasza gryczana, która pozostała po daniu o wyśmienitym, upajającym smaku – po kaszy gryczanej ze szpinakiem i serem feta. Tak urozmaicone placki piekę jak każde normalne placki, najlepiej z odrobiną mineralnej, gazowanej wody w cieście i gotowe upieczone placki spożywam. Mniaaammm…

Odrobinę więcej pracy kosztuje przygotowanie pieczarkowego sosiku do upieczonych placków. Jednak opłaca się. Niepowtarzalny, głęboki smak placków o nietypowej konsystencji, zaburzonej kaszą gryczaną, z pieczarkowym sosikiem, natrętnie stymulując zmysł smaku na długo zapada w pamięć.

Gorąco polecam…

O łóżkach, materacach i twardym podłożu…

Wiadomym jest od dawna, że ludzie lubią wygody. Dobre żarcie, ciepłe mieszkania, samochody z klimatyzacją i wiele innych zbytków. Nieodłączna część naszej cywilizacji – dobra luksusowe otaczając nas z każdej strony odcinają naszą ludzką świadomość od rzeczywistości. Kiedyś, dawno temu było inaczej. Mam na myśli bardzo dawno temu, kiedy ludzie zamieszkiwali wieloosobowe apartamenty utworzone na skutek ruchów górotwórczych lub powszechnie znanych procesów erozji.

Zamieszkiwanie w jaskiniach miało jedną zaletę. Ludzie nie bali się deszczu, wiatru i czuli się w miarę bezpiecznie. Nie było im wygodnie, nie opływali w luksusy, ale twardo stąpali po ziemi. Mieli z nią bezpośredni kontakt, potrafili czuć i słuchać. Wiedzieli co w trawie piszczy. Tak sądzę, bo wtedy po Ziemi stąpali moi dalecy przodkowie. Może się mylę, trudno rzec, tak głęboka retrospekcja jest dla mnie nieosiągalna, ale domyślać się mogę. Parę filmów dokumentalnych obejrzałem.

Swoich najmłodszych lat nie pamiętam, ale im później tym więcej. Na początku sypiałem w łóżku, och tak było bardzo miękko i dosyć wysoko nad podłożem. Nie można powiedzieć, łóżko jest dobrym wynalazkiem. Ma ono jednak jedną zasadniczą wadę, aby dotknąć podłoża trzeba wyciągnąć rękę. Daje to możliwość jako takiego poczucia realnego podłoża. Ale kto tak robi…? Potem łóżko zmieniłem na miękki, gąbkowy materac. Z niego perspektywa rysowała się inaczej. Podłoże było nisko, ręce często na nim spoczywały. Hmmm, ale co za niewygoda. Często po nocy bolały mnie plecy, w krzyżu. Na długą metę nie da się tak pociągnąć, oj nie. Zmieniłem materac na taki treningowy – płaski i dosyć twardy. Nisko, prawie na podłodze można czuć się komfortowo. Proste plecy, twardo, ale nie do przesady, siedzenie nie zapada się, czuć ascetyzmem. Niestety los chciał, że musiałem ten materac w zeszłym tygodniu oddać. Dziś moja kolejna noc praktycznie na podłodze, bez łóżka, bez materaca, prawie na deskach. Wygody nie ma, żadnych luksusów, ale jest dobry “kontakt z Ziemią”. Od razu czuć, że się żyje. Coś drętwieje, tu ugniata, tam naciska. To natura obdarzyła człowieka milionami końcówek nerwowych i istotą szarą, żeby czuć i reagować. Na początku jest trudno, ale przywyknąć na pewno się da. Wniosek sam nasuwa się prosty i oczywisty, jak coś drętwieje to masaż nie wystarczy, bo za chwilę znów zdrętwieje, więc na drugi bok obrócić się trzeba. Z czasem odnajdzie się tę optymalną do snu pozycję.

Tak sobie dumam… Twardo, ale zdrowo.

Po ponownej chwli zaniedbania…

Robię przenosiny bloga. Od kilku dni mój blog stoi “napędzany” silnikiem WordPressa. Powoli, małymi kroczkami zaczynam przywracać mu dawny kształt. Nastąpi jedynie mała zmiana. Na blogu nie będzie wpisów na tematy zawiązane z ogólnie pojętą technologią informacyjną oraz elektroniką. Wpisy na tematy związane z IT można znaleźć na moim nowym, tematycznym blogu.

Wierzę, że przeciągu dwóch, trzech tygodni nowy-stary blog przybierze w miarę ostateczną formę

O tym jak mój blog upomniał się o swoją uwagę.

Jak można zobaczyć na stronie ostatni wpis do bloga napisałem grubo ponad miesiąc temu. Długi okres czasu jak na przyzwoitego bloga. Cóż, małe zaniedbanie z mojej strony…

Niby nic się nie stało, w końcu to tylko blog, trochę kodu, komputer, serwer www. Przedmiot martwy. Czyżby na pewno? Chyba nie. Zapewne w związku z zaniedbaniem Mój Blog postanowił, że będzie martwy… tak na prawdę. Dzisiaj, to jest jedenastego lipca 2009 roku blog przestał “oddychać”. Trudno powiedzieć czy poczuł się niepotrzebny, czy było mu smutno, a może ogarnęła go stagnacja. Jakaś przyczyna zapewne zaistniała, przecież rzeczy nie dzieją się same z siebie.

Mój Blog przestał “oddychać” na dobre kilka godzin. Wieczorem, po powrocie do domu niezwłocznie przystąpiłem do reanimacji. Po dziesięciominutowej akcji ratowniczej Mój Blog złapał pierwszy oddech, wrócił i znów jest ze mną.

Pamiętaj Blogerze drogi, dbaj o swoje blogi.