Maj 2009

Przepis na kaszę gryczaną a’la feta

Czasami mam ochotę poeksperymentować sobie z jedzeniem. Nie jestem szczególnie zapalonym kucharzem, ale lubię zjeść sobie coś szczególnie smacznego. Mój problem polega na tym, że nie mam nigdy ochoty na eksperymentowanie ze zbyt dużą ilością potraw i składników. Lubię potrawy proste i łatwe w przygotowaniu. Z resztą takie właśnie są najzdrowsze.

Zaczęło się od makaronu. Szukałem kiedyś w sieci przepisu na coś ze szpinakiem i znalazłem przepis na makaron ze szpinakiem i serem feta. Nie jestem jednak pasjonatem makaronów i po kilku próbach zrezygnowałem z makaronu. Często jadłem kaszę gryczaną z tartą marchewką. Pomyślałem więc, czemu nie kasza zamiast makaronu. I to był strzał w dziesiątkę …

Kasza gryczana ma słodkawy, łagodny smak. Jest zupełnie niesłona, jak chyba większość niesolonych potraw. Postanowiłem wykorzystać zaletę kaszy jaką jest łatwość i szybkość gotowania. Najlepsza kasza gryczana jaką jadłem była produkcji litewskiej. Niestety jeszcze nie dostałem jej w Polsce. Można użyć dowolnej innej byle nie takiej z woreczków, bo smakuje jak wyjęta psu z gardła, ale niektórzy taką lubią. Ich sprawa. Ser feta – drugi podstawowy składnik – ja kupuję ser feta z Mlekovity. Z powodów biurwokratycznych nie sprzedają go jednak pod tą nazwą, ale pod nazwą Salatos czy jakoś tak. Najlepszy jest ten niebieski, ma dobrą do tej potrawy konsystencję – odrobinę ciapkowatą i z tego powodu bardzo fajnie rozprowadza się po ciepłej kaszy. Szpinak – składnik numer trzy. Kupuję mrożony choć pewnie świeży byłby lepszy, no ale nie cały rok jest sezon na szpinak.

Kaszę gotuję tak by się za bardzo nie rozgotowała. Najlepiej po ugotowaniu odstawić ją na trochę, aby odparowała resztka wody. Nie należy jej solić, w serze jest tyle soli, że potrawa i tak może wydawać się odrobinę za słona. Szpinak przygotowuję na patelni. Wkładam cały zmrożony kawał i na wolnym ogniu roztapiam, następnie kiedy zaczyna wesoło bulgotać dodaję odrobinę granulowanego czosnku. Nie za dużo aby zachować świeży oddech po posiłku. Należy podgrzewać szpinak dotąd, aż nie będzie w nim widocznej wody. Taki rozwodniony psuje smak i konsystencję posiłku. Lepiej za gęsty, niż za rzadki.

Ser feta kroimy w małą kostkę. Nie jest to proste ze względu na jego ciapkowatość, ale wykonalne.

Kiedy już wszytko jest przygotowane nakładam kaszę na talerz. Rozprowadzam po talerzu równomiernie. Na kaszę równomiernie nakładam szpinak, delikatnie rozprowadzając go na kaszy. Na samym końcu wszystko równomiernie pokrywam pokrojonym w kostkę serem.

Całość przy odrobinie staranności prezentuje się całkiem estetycznie. Ciemny, zielony kolor, a na nim śnieżnobiała kostka. Mankamentem takiego układu jest to, że tak przyrządzona potrawa nie daje pełni swoich smakowych zalet. Biorę widelec i bełtam to wszystko aby wszystko dokładnie się zmieszało i uzyskało jednolitą konsystencję. Nasze jedzenie traci wtedy swój urok, ale zyskuje na smaku. Wszystko bardzo ładnie się komponuje. Kasza łagodzi ostry smak sera feta, a szpinak przyprawiony czosnkiem dodaje odrobinę aromatu i także pochłania odrobinę soli z sera.

Tak przygotowany posiłek zjadam z wielkim smakiem. Dodatkowo ma on tę zaletę, że zawiera składniki dobrze dobrane pod względem odżywczym i jest stosunkowo mało przetworzony.

Palce lizać.