Ostatnio, zupełnie przez przypadek, przeglądałem Newsweeka i trafiłem na na dosyć interesujący artykuł pod tytułem “Przepis na rodzinną kłótnię”. Artykuł dotyczy USA i jednego z najważniejszych świąt w tym państwie – Święta Dziękczynienia. W sumie niby nic interesującego, bo to tylko USA, lecz tekst mnie zainteresował ponieważ opisuje pewne zjawisko w Stanach dotyczące wegetarian. A o co tak właściwie chodzi?
Cała sprawa jest spowodowana indykiem. Przyrządzany na jakiś tam sposób indyk jest głęboko zakorzenioną w tradycji Dnia Dziękczynienia potrawą. Tak głęboko, że praktycznie, żadna amerykańska rodzina nie wyobraża sobie świętowania bez pieczonego indyka. Wszystko było by w porządku, gdyby nie rosnąca ilość wegetarian USA. Według badań prowadzonych przez Vegetarian Resource Group ich liczba wynosi ok 4,7 miliona i podwoiła się w przeciągu ostatnich dziesięciu lat.
Jednostki bezmięsne stają przed irytującymi dylematami typu – siedzieć przy stole wraz z innymi, być w niezręcznej sytuacji i nic nie jeść bo stół jest suto zastawiony wszelkiego rodzaju indykiem, albo zwracać na siebie uwagę jako osoba wymagająca “specjalnego traktowania” i narażać się na wiele pytań dotyczących o nasz sposób jedzenia i przyczynę niejedzenia indyka. Ze względu na bardzo sztywny jadłospis w Święto Dziękczynienia jest to jedyny dzień, który przypomina wegetarianom w Stanach, że są w znaczącej mniejszości. W niektórych, zapewne dosyć konserwatywnych kręgach unikanie indyka może być odbierane jako zachowanie bardzo niepatriotyczne.
Wielu ludzi musi jednak pogodzić swoje odmienne upodobania żywieniowe ze starymi, wielopokoleniowymi tradycjami kulinarnymi. Nie jest to łatwe, ale jednak może się udawać. Osobiście kilka razy znalazłem się dosyć trudnej sytuacji, np.: na weselu gdzie tradycyjnym daniem jest typowo mięsne danie jak rosół, a potem innego rodzaju mięsne “smakołyki”. Moja rada jest taka, aby nie tolerować sytuacji, w której czujemy się zakłopotani lecz uprzejmie i dyskretnie poinformować obsługę imprezy o naszych gustach i poprosić o posiłek, który wpasuje się w ramy wegetariańskiej diety. Zachowanie jest o tyle korzystne, iż jest bardzo prawdopodobne, że zamiast jedzenia tego co wszyscy i zostawiania niezjedzonego mięsa możemy otrzymać bardzo smaczne i oryginalne potrawy. Oryginalne raczej w zasięgu lokalnym, czyli samej imprezy, ale smaczne i bezmięsne.
Trudniejsza sprawa jest, kiedy jesteśmy u rodziny lub znajomych, którzy dużo się starali aby przygotować posiłki, których niestety nie możemy zjeść. Niestety, w tym wypadku należy w miarę możliwości wcześniej zaznajomić naszych przyszłych gospodarzy, że jesteśmy “bezmięsni” lub jeśli nie ma takiej możliwości to po prostu powiedzieć to przed posiłkiem. My wegetarianie mamy całkowite prawo nie jeść mięsa i sądzę, że nikogo rozsądnego nie urazimy naszymi preferencjami.
Aczkolwiek należy pamiętać o jednym, o konsekwencji w stosowaniu wegetariańskiej diety. Słyszałem kiedyś o parze “wegetarian”, który przyszli na imprezę. Kiedy dostali do zjedzenia zupę i jedno zobaczyło kiełbasę w talerzu to powiedziało drugiemu: – “Ej, w tej zupie jest kiełbasa … Aaa, trudno!” i przystąpili do konsumpcji …
Jestem mile zaskoczony, że w czasopismach o zasięgu międzynarodowym opisuje się problemy z jakimi spotykają się wegetarianie. Moim zdaniem jest pożądane, aby ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że inni ludzie odżywiają się inaczej. Ważne jest, żeby istniała w świadomości ludzi informacja, że zawsze mogą spotkać kogoś, kto mięsa po prostu nie je… I bynajmniej nie jest to spowodowane antypaństwową postawą … hyhy