Zegar w wyobraźni dziecka

Jeśli by ktoś nie wiedział jak jest zbudowany zegar to przestawiam jego konstrukcję poniżej.

Konstrukcja zegara w wykonaniu dziecka.

Zegar

Czajnik z gorącą wodą…

Od dawien dawna prześladuje mnie pewne odczucie.

Otóż, gdy nalewam wody do czajnika i stawiam go na zapalony palnik w kuchence wydaje mi się on być lżejszy niż dokładnie ten sam czajnik, z tą samą ilością wody (pomijając niewielkie parowanie) po zgotowaniu. To zapewne tylko moje złudzenie, ale takie mam odczucie.

Czy ktoś wie czym to może być spowodowane? Mam na myśli moje odczucie, nie faktyczny stan rzeczy, bo czajnik z wodą po zagotowaniu jest zapewne odrobinę lżejszy.

Placki z kaszą gryczaną.

Kasza gryczana jest jest jednym z tych płodów Ziemi, który zawsze i wszędzie może być przeze mnie konsumowany. Jest smaczna, pożywna i tania. Gotuję ją, a następnie zjadam. Czasem kaszy trochę zostaje. Nie da rady zjeść całej, bo można by się w kaszę zamienić. ;)

Co zrobić z pozostałością? Wszystko zależy od pomysłowości. Można przyrządzić surówkę i zjeść sobie pyszne dania, albo…

No właśnie można wykonać mały, ciekawy eksperyment i wyczarować nową, pyszną potrawę. Potrawę, która wypełni kubki smakowe szerokim, ekscytującym smakiem. Jednym z takich pomysłów jest urozmaicenie placków, takich zwykłych placków. Przygotowuję ciasto jak na zwykłe placki po czym dodaję doń to co akurat jest pod ręką i co będzie się dobrze w całości komponować. Dodatkami tymi mogą być: ser biały, ser żółty, odrobina papryki – sproszkowanej i pikantnej oraz kasza gryczana, która pozostała po daniu o wyśmienitym, upajającym smaku – po kaszy gryczanej ze szpinakiem i serem feta. Tak urozmaicone placki piekę jak każde normalne placki, najlepiej z odrobiną mineralnej, gazowanej wody w cieście i gotowe upieczone placki spożywam. Mniaaammm…

Odrobinę więcej pracy kosztuje przygotowanie pieczarkowego sosiku do upieczonych placków. Jednak opłaca się. Niepowtarzalny, głęboki smak placków o nietypowej konsystencji, zaburzonej kaszą gryczaną, z pieczarkowym sosikiem, natrętnie stymulując zmysł smaku na długo zapada w pamięć.

Gorąco polecam…

Kwiaty

Kwiaty z różnych części Polski. Te dzikie i te z ogrodów.

O łóżkach, materacach i twardym podłożu…

Wiadomym jest od dawna, że ludzie lubią wygody. Dobre żarcie, ciepłe mieszkania, samochody z klimatyzacją i wiele innych zbytków. Nieodłączna część naszej cywilizacji – dobra luksusowe otaczając nas z każdej strony odcinają naszą ludzką świadomość od rzeczywistości. Kiedyś, dawno temu było inaczej. Mam na myśli bardzo dawno temu, kiedy ludzie zamieszkiwali wieloosobowe apartamenty utworzone na skutek ruchów górotwórczych lub powszechnie znanych procesów erozji.

Zamieszkiwanie w jaskiniach miało jedną zaletę. Ludzie nie bali się deszczu, wiatru i czuli się w miarę bezpiecznie. Nie było im wygodnie, nie opływali w luksusy, ale twardo stąpali po ziemi. Mieli z nią bezpośredni kontakt, potrafili czuć i słuchać. Wiedzieli co w trawie piszczy. Tak sądzę, bo wtedy po Ziemi stąpali moi dalecy przodkowie. Może się mylę, trudno rzec, tak głęboka retrospekcja jest dla mnie nieosiągalna, ale domyślać się mogę. Parę filmów dokumentalnych obejrzałem.

Swoich najmłodszych lat nie pamiętam, ale im później tym więcej. Na początku sypiałem w łóżku, och tak było bardzo miękko i dosyć wysoko nad podłożem. Nie można powiedzieć, łóżko jest dobrym wynalazkiem. Ma ono jednak jedną zasadniczą wadę, aby dotknąć podłoża trzeba wyciągnąć rękę. Daje to możliwość jako takiego poczucia realnego podłoża. Ale kto tak robi…? Potem łóżko zmieniłem na miękki, gąbkowy materac. Z niego perspektywa rysowała się inaczej. Podłoże było nisko, ręce często na nim spoczywały. Hmmm, ale co za niewygoda. Często po nocy bolały mnie plecy, w krzyżu. Na długą metę nie da się tak pociągnąć, oj nie. Zmieniłem materac na taki treningowy – płaski i dosyć twardy. Nisko, prawie na podłodze można czuć się komfortowo. Proste plecy, twardo, ale nie do przesady, siedzenie nie zapada się, czuć ascetyzmem. Niestety los chciał, że musiałem ten materac w zeszłym tygodniu oddać. Dziś moja kolejna noc praktycznie na podłodze, bez łóżka, bez materaca, prawie na deskach. Wygody nie ma, żadnych luksusów, ale jest dobry “kontakt z Ziemią”. Od razu czuć, że się żyje. Coś drętwieje, tu ugniata, tam naciska. To natura obdarzyła człowieka milionami końcówek nerwowych i istotą szarą, żeby czuć i reagować. Na początku jest trudno, ale przywyknąć na pewno się da. Wniosek sam nasuwa się prosty i oczywisty, jak coś drętwieje to masaż nie wystarczy, bo za chwilę znów zdrętwieje, więc na drugi bok obrócić się trzeba. Z czasem odnajdzie się tę optymalną do snu pozycję.

Tak sobie dumam… Twardo, ale zdrowo.

Kuchenne światła i cienie.

Burzowy post – kilka fotek

Nie pij kawy, biegaj …

Być może wyda się to dziwne, ale to co by nie mówić od kilku dni znów biegam. Moje biegówki (nie narty) wróciły do łask. Kontuzja przestaje dawać znać o sobie, pogoda póki co bardzo sprzyja takim truchtowym spacerkom, ładne rejony dookoła. Szkoda pyzieć, trzeba biegać.

Kilkaset metrów wśród bloków mieszkalnych, potem żwirowa aleja i domki jednorodzinne. Jeszcze chwila i zaczyna piękna zielona łąka, porośnięta tu i ówdzie zielonymi, młodymi dębami. Wysoka trawa, duża przestrzeń, świeże powietrze i cisza. Czasem jakaś sarna wybiegnie spod nóg. Dalej wałem, koło starorzecza i pośród dojrzałych dębów. Dębów, które o pewnych porach roku stoją, majestatycznie, czekając aż ich korzenie znów wynurzą się spod wody. Cierpliwie, od lat, przeżywają to samo.

Biegać w takich miejscach to przyjemność. Kilka przyczyn tej przyjemności naliczyć można. Po pierwsze, świeże powietrze, naoddychać się można. Widoki też potrafią zauroczyć. Czyż nie przyjemnie jest gonić zachodzące Słońce. Najważniejsza chyba przyjemność z biegania to energia i świeży umysł. Kawy pić nie trzeba. Pięć kilometrów to jak trzy kawy, tylko dużo lepsze, bo kupować nie trzeba.

Zachód Słońca nad rzeką

Zachód Słońca nad rzeką

Po ponownej chwli zaniedbania…

Robię przenosiny bloga. Od kilku dni mój blog stoi “napędzany” silnikiem WordPressa. Powoli, małymi kroczkami zaczynam przywracać mu dawny kształt. Nastąpi jedynie mała zmiana. Na blogu nie będzie wpisów na tematy zawiązane z ogólnie pojętą technologią informacyjną oraz elektroniką. Wpisy na tematy związane z IT można znaleźć na moim nowym, tematycznym blogu.

Wierzę, że przeciągu dwóch, trzech tygodni nowy-stary blog przybierze w miarę ostateczną formę

Wypoczynek nad Kanałem Przeciwpowodziowym

Odra jest największą rzeką przepływającą przez Wrocław. Nad jednym z kanałów Odry moi Znajomi zakupili sobie ogródek działkowy. Piękna okolica, porośnięta dużą ilością zieleni w sam raz nadaje się na niedzielny wypoczynek. Zaraz za ogrodzeniem porośniętym różnego rodzaju roślinami i krzakami przebiega kanał przeciwpowodziowy. W okolicy nie ma żadnej większej drogi publicznej, nie jeżdżą samochody.

Zostałem dziś zaproszony na grilla na owym ogródku działkowym, gdzie spędziłem w gronie znajomych parę miłych chwili. Pogadaliśmy trochę, poleżeliśmy na trawniku. Miałem okazję spróbować dwóch nowych potraw z grilla. Jako, że jestem wegetarianinem nie spożywałem typowych podczas takiej imprezy potraw lecz przyrządziłem sobie takie, których jeszcze nie próbowałem. Pierwszą potrawą, której spróbowałem był ser camembert posypany bazylią, tymiankiem oraz oregano zerwanymi prosto z działki. Ser podgrzany, krótko na grillu, przeniknięty odrobinę aromatem przypraw smakował wybornie. Kolejnym daniem była cukinia moczona w oliwie z oliwek z przyprawami, doprawiona tymi samymi roślinami, pieczona na grillu.  Po kilkunastominutowym pieczeniu kawałki cukinii nabrały odpowiedniej miękkości i nadawały się do degustacji. Były całkiem smaczne, szczególnie z chlebem. Do pełnego smaku brakowało jednak odrobinkę bardziej pikantnych przypraw. Odrobina papryki oraz pieprzu nadałyby zapewne nieco pełniejszego smaku.

Narzekać jednak nie narzekałem.